TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Kolekcjonuję kontuzje - rozmowa z Agnieszką Więdłochą

. Data publikacji: 2016-02-15

Większość czasu spędza w pociągach, chce boksować i szybko się denerwuje, czego później bardzo żałuje. Sympatię widzów zdobyła jako Lena w „Czasie honoru”, a teraz jest gwiazdą „M jak miłość”. Jej bohaterka Joanna skradnie serce Pawłowi (Rafał Mroczek) - największemu podrywaczowi w serialu.

Szukałem w internecie informacji o tobie i prawie niczego nie znalazłem. Ukrywasz się przed dziennikarzami?
Nie, ale przyznaję, że rzadko z wami rozmawiam. Bronię się przed byciem celebrytką, epatowaniem z pierwszych stron gazet. Nie interesuje mnie specjalnie taki rodzaj popularności. Radość sprawia mi zdobywanie uznania poprzez kolejne role w filmie, telewizji, czy teatrze.
Niedawno dołączyłaś do obsady „M jak miłość”. Myślisz, że można grać w najpopularniejszym serialu w Polsce i nie być celebrytką?
Pewnie nie. Gdy dostałam propozycję roli w „M jak miłość”, biłam się z myślami. Dziewczyny z agencji aktorskiej wzięły mnie z zaskoczenia - na podjęcie decyzji miałam pół dnia, nie było czasu, by się zastanowić. Mimo że wcześniej, gdy otrzymywałam propozycje z takich seriali, odmawiałam, nie żałuję, że się zgodziłam.
Jestem na początku drogi zawodowej, półtora roku temu skończyłam szkołę i wolałam skupić się na teatrze. Boję się telenoweli, bo rozleniwiają. Przyjemnie jest mieć pieniądze, świetne warunki do pracy i przebywać na planie, gdzie jest niezwykle sympatycznie. Postanowiłam spróbować, zawsze mogę zrezygnować. Ze współpracy może wycofać się też producent. Jeśli wpadnie kiedyś na pomysł, by uśmiercić moją postać, chciałabym żeby odeszła spektakularnie (śmiech).
Podobno Twoja bohaterka zawładnie sercem Pawła (Rafał Mroczek - przyp. aut.). To prawda?
Na razie wszystko idzie w dobrą stronę - wygląda na to, że Paweł się zakochał. Ale czy Joanna zostanie miłością jego życia, nie wiem.
Czym Joanna urzeknie Pawła?
Da się ją lubić, ma dobre serce, studiuje na wydziale weterynarii i jest wolontariuszką w schronisku dla zwierząt. To piękne - sama muszę zacząć się tak udzielać. Niedawno mieliśmy zdjęcia na Paluchu. Z jednej strony to jedno z największych w Europie i najlepsze schronisko w Polsce, gdzie zwierzakom niczego nie brakuje, a z drugiej - przykro, że muszą tam być. Nie powinny żyć w klatkach. Straszny widok, mieliśmy z Rafałem łzy w oczach.
Joanna musi skrywać jakąś tajemnicę! Nie może być taka idealna!
Na pewno ma coś w zanadrzu. Póki co wiadomo, że kiedyś zranił ją mężczyzna. To ją dużo nauczyło, jest ostrożna i samowystarczalna. Poradzi sobie ze wszystkim. Nie rozkleja się, nie okazuje emocji. Paweł będzie się musiał o nią postarać. Joasia, widząc, że Zduński podchodzi do życia i związków na luzie, postawi mu nawet ultimatum: albo się zmieni i zacznie traktować ją poważnie, albo się rozstają. Paweł się przestraszy i od tego momentu będzie całkowicie jej.
Jak się poznali?
Na lodowisku. Joasia wjechała w Pawła. Nie musiałam grać, bo nie umiem jeździć. Najwyraźniej ta postać była mi przeznaczona (śmiech). Po pierwszym spotkaniu wydarzenia potoczyły się bardzo szybko - pocałunki, czułości, wspólny Sylwester.
Jak Twoją bohaterkę przyjmą bliscy Pawła?
Bardzo dobrze! Przypadnie do gustu Kindze (Katarzyna Cichopek - przyp. aut.), mamie Pawła (Małgorzata Pieńkowska - przyp. aut.) i Piotrkowi (Marcin Mroczek - przyp. aut.). To też imponuje Zduńskiemu.
Wygląda na to, że Paweł może zacząć żegnać się z życiem podrywacza. Joasia go usidli!
Będzie się starać, ale czy dopnie swego, nie wiadomo. Zachęcam do oglądania serialu.
Ekipa „M jak miłość” pracuje w podobnym składzie od kilkunastu lat. Musiałaś się jakoś wkupić? Miałaś chrzest?


Nie, i mam nadzieję, że mnie ominie. Myślę, że wystarczyła scena na lodowisku. Urzekła wszystkich (śmiech). Ludzie z ekipy przyjęli mnie bardzo życzliwie, z przyjemnością przyjeżdżam na plan. Jestem za to wdzięczna.
Jak upływają Ci dni? Co robisz? Czym się zajmujesz?
Krążę między Łodzią, moim rodzinnym miastem, gdzie gram w teatrze, Warszawą, do której pewnie niedługo się przeniosę, a Szczecinem. W tym ostatnim mieście występuję gościnnie w spektaklu. Na razie nie mam swojego miejsca. Spędzam dużo czasu w pociągach i sprawia mi to dużą satysfakcję, bo lubię jeździć. Jest w tym coś romantycznego. Te krajobrazy za oknem! Mogę przejeżdżać dziesięć razy tą samą trasą i zawsze pojawia się coś nowego. Polska jest piękna.
Czyli rozkłady jazdy pociągów masz w małym palcu.
Jeżeli ktoś nie będzie pamiętał, kiedy odjeżdżają jakieś pociągi, może do mnie zadzwonić (śmiech).
A co zajmuje Ci czas, gdy nie grasz w teatrze, nie pracujesz na planie filmowym i nie jeździsz pociągami?
Może zacznę od tego, czego nie robię.
Na pewno nie jeździsz na łyżwach.
Dokładnie (śmiech). Nie jeżdżę już także na nartach i snowboardzie. Zrezygnowałam po poważnym wypadku, który miałam, gdy byłam na pierwszym roku studiów. Połamałam się na snowboardzie. Przez osiem miesięcy nosiłam gips, a dziewięć miesięcy drut w ręce. Po rehabilitacji doszłam do wniosku, że to dla mnie zbyt urazowy sport.
Bardzo dużo czytam. Lubię zwłaszcza literaturę hiszpańskojęzyczną, między innymi Mario Vargasa Llose. W ogóle Hiszpania jest niesamowita. Ci ludzie są niebywale otwarci, bezproblemowi, uśmiechnięci, zawsze mają czas. Wszystko robią później niż wcześniej. Są przeciwieństwem mnie (śmiech). I ten słoneczny klimat! W książkach pisarzy hiszpańskojęzycznych jest mnóstwo ciepła. Bardzo lubię też Hertę Müller, Marka Hłasko i Fiodora Dostojewskiego, bo nie można się nim nie fascynować. Książki mnie wyciszają. Nie rozstaję się z nimi, zawsze jakąś ze sobą noszę. Czytam w autobusach, pociągach, tramwajach, na przystankach, nawet na siłowni, gdy ćwiczę na rowerze stacjonarnym.
A co się dzieje, gdy akurat nie masz książki? Wpadasz w furię?
(Śmiech). Nie, nie jest aż tak źle. Wyżywam się na najbliższych. Wszyscy to potwierdzą. Szybko się irytuję i denerwuję. Na szczęście równie szybko mi przechodzi. Potem żałuję i potrafię kilka razy przepraszać. Jestem w tym wszystkim dość zabawna.
Może powinnaś sprawić sobie worek treningowy?
Bardzo chciałam zapisać się na boks. To niesamowity sport - pracuje całe ciało, trzeba być skoncentrowanym na sobie i na partnerze, żeby nikomu nie stała się krzywda. No, ale nigdy nie zasmakuję boksowania, bo znając moje szczęście mogłoby się to źle skończyć.
Masz aż takiego pecha?
Kolekcjonuję kontuzje. To moje ekstremalne hobby (śmiech). Cały czas coś mi się dzieje. Miałam uszkodzony łokieć i przedramię, rozcięty łuk brwiowy, ułamany ząb.
Coś jeszcze?
Mam problemy z biodrem, kolanem, kostką. Tu mi strzyka, tam łupie (śmiech).
Brzmi jak lista obrażeń weterana wojny w Wietnamie...
Bez przesady (śmiech). Na szczęście liczne kontuzje nie przeszkadzają mi jeździć na rowerze. Mam dwa - jeden piękny, kolorowy z koszyczkiem do jazdy po mieście, a drugi przystosowany do bardziej ekstremalnych warunków.
Chętnie poznaję nowych ludzi, chodzę do kina, fotografuję i maluję, ale to żadna sztuka - po prostu przelewam emocje na płótno. Mam dużo pasji i zainteresowań.
Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA