TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Robert Gonera - Teatr - wieczna podróż

. Data publikacji: 2015-09-29

Pociąga mnie rodzaj, bardzo szeroko pojętej, podróży. Podróży zewnętrznej - w przestrzeni, bo kręci się ciągle w różnych miejscach - ale również podróży wewnętrznej, czyli docierania do samego siebie. To daje szansę na rozwój - to istota aktorstwa.

Tylko przypadek sprawił, że zamiast uczyć oporne małolaty, sam "wkuwa" na pamięć dialogi scenariusza. W życiu chce osiągnąć głównie harmonię i równowagę - ale rozmową z Einsteinem też by nie wzgardził. Przystojny wodnik spod Wrocławia czyli ROBERT GONERA

Jak pracuje się panu na planie "M jak Miłość"?

Ekipa sprawdza się doskonale, zresztą część osób znałem już wcześniej. Bardzo dobrze gra mi się z Dominiką Ostałowską. Świetny jest też mały Franek Przybylski...

No właśnie - Franek. Czy gra z dzieckiem jest trudna?

Franek jest genialnym dzieciakiem. Mamy świetny kontakt i chyba się zakolegowaliśmy. Zresztą sam mam 10-letnią córkę, więc porozumienie z dziećmi jest dla mnie naturalne. W przeciwieństwie do dorosłych, dziecko traktuje grę jako zabawę i szybko się nudzi. Dlatego trzeba spowodować, żeby stale miało z tego satysfakcję.

Chciałby pan zagrać coś dla dzieci - a jeśli tak, to jaką rolę?

Koziołka Matołka! - Nie, żartuję... Ja już grałem dla dzieci. Przez długi czas występowałem w teatrze we Wrocławiu w "Tomku Sawyerze" w reż. Jana Szurmieja. To olbrzymia frajda grać dla dzieci. Ich reakcje są spontaniczne, nie wykalkulowane...

A w czym mogą zobaczyć pana dorośli widzowie?

W "Przedwiośniu", gdzie gram komisarza rewolucyjnego - do obejrzenia od marca - i w filmie "Strefa ciszy", który wejdzie na ekrany w maju.

Serial "M jak Miłość" powstaje w pięknym otoczeniu: wokół las, pola... Aż ma się ochotę wybiec z hali zdjęciowej. Gdyby pan mógł, gdzie by pan uciekł? Gdzie się panu najlepiej odpoczywa?

Dla mnie podstawa to okolice Wrocławia. Urodziłem się w miejscowości Twardogóra, która też jest malowniczo położona wśród lasów i właśnie tam lubię uciekać. Wciąż mieszka tam jeden z moich braci, którego odwiedzam. Lubię też spędzać wolny czas w Kotlinie Kłodzkiej w Górach Stołowych, gdzie mam przyjaciół. A poza tym wyjeżdżam "klasycznie": zimą na narty, w lecie nad morze... Najchętniej gdzieś w Polskę.

A gdy nie można tak daleko uciec, co pana odpręża przed występem?

Kilka ćwiczeń oddechowych. A po pracy na planie lubię pójść na spacer z psem, albo poleżeć i się odprężyć.

Czy zawsze chciał pan być aktorem?

Nie, w dzieciństwie miałem tysiąc różnych pomysłów na życie! Później, gdy się trochę "skoncentrowały", została mi rozpiętość między medycyną, polonistyką i aktorstwem. A potem zdecydował przypadek. Miałem złożone papiery na polonistykę, ale ponieważ egzaminy do szkoły teatralnej były wcześniej zdałem je i "odpuściłem" sobie inne kierunki. No i tak już zostało.

Co pana najbardziej fascynuje w tym zawodzie?

Pociąga mnie rodzaj, bardzo szeroko pojętej, podróży. Podróży zewnętrznej - w przestrzeni, bo kręci się ciągle w różnych miejscach - ale również podróży wewnętrznej, czyli docierania do samego siebie. To daje szansę na rozwój - to istota aktorstwa. Poza tym ważny jest też proces przekazywania widzowi emocji, zawartego w roli przesłania, pozytywnych wartości...

Zgodnie ze scenariuszem "M jak Miłość" ideałem kobiety jest dla pana Marta Mostowiak. A jaka kobieta mogłaby zauroczyć pana prywatnie?

Na pewno ideał kobiecości, to jakiś rodzaj połączenia inteligencji, ciepła, urody... Ale trudno to uogólniać. Najważniejsze, to nie myśleć o ideale, bo wtedy bardzo trudno żyć i być szczęśliwym!

Rozmawiała: Małgorzata Karnaszewska

REKLAMA