TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Łukasz w tarapatach - rozmowa z Jakubem Józefowiczem

Łukasz w tarapatach - rozmowa z Jakubem Józefowiczem Data publikacji: 2019-01-30

Długo skupiał się na pracy za kamerą, teraz przyszedł czas na wyzwania aktorskie. Dołączył do obsady musicalu „Metro”, którego twórcą jest jego tata, Janusz Józefowicz, i zadebiutuje w telewizji w „M jak miłość”. W serialu zagra Łukasza, w którego przed laty wcielał się Adrian Żuchewicz.

Długo skupiał się na pracy za kamerą, teraz przyszedł czas na wyzwania aktorskie. Dołączył do obsady musicalu „Metro”, którego twórcą jest jego tata, Janusz Józefowicz, i zadebiutuje w telewizji w „M jak miłość”. W serialu zagra Łukasza, w którego przed laty wcielał się Adrian Żuchewicz.

Czy jesteś gotowy zmierzyć się z opiniami, że dostałeś rolę w „M jak miłość” dzięki tacie?
Mój tata (Janusz Józefowicz -  przyp. aut.) jest znanym artystą, a ja zacząłem grać w popularnym serialu - zdaję sobie sprawę, że to wygodny punkt odbicia dla tabloidów. Nie mam taryfy ulgowej, ale się nie przejmuję, tylko robię swoje. Zawód artystyczny był dla mnie naturalnym wyborem. Chcę się rozwijać i cieszę się, że pojawiają się nowe możliwości.

Także w teatrze. Pod koniec zeszłego roku dołączyłeś do obsady musicalu „Metro”!
Ten temat wisiał w powietrzu od kilku lat. Znam „Metro” jak mało kto, wychowałem się na nim. Wcielanie się w postać Jana jest dla mnie wielką sprawą – teatr to niesamowita energia i niepowtarzalny kontakt z publicznością. Tym bardziej, że mówimy o spektaklu legendzie, który jest wystawiany nieustannie od 28 lat. Cieszę się, że jestem częścią tego składu, członkiem kolejnego pokolenia, które opowiada tę ponadczasową opowieść.

Dotychczas częściej stałeś po drugiej stronie kamery jako reżyser. Teraz stawiasz na aktorstwo?
Lubię być po drugiej stronie. Występowałem czasem w moich etiudach, ale skupiałem się głównie na kwestiach realizacyjnych. Na planie „M jak miłość” mogę skoncentrować się wyłącznie na aktorstwie. To dla mnie kolejna przygoda, dzięki której zbieram bezcenne doświadczenie.

Jakie doświadczenie filmowe dotychczas zgromadziłeś?
Od dziecka biegam z kamerą. Gdy byłem w liceum, wygrałem szereg nagród ogólnopolskich za etiudy, które pokazywałem później w szkole zamiast referatów. Montowałem, udźwiękawiałem, kręciłem, grałem. Uczyłem się w Warszawskiej Szkole Filmowej, ale ją rzuciłem, bo brakowało mi czasu na realizację pomysłów. Wkurzało mnie, że oceniają mnie ludzie, którzy nie mają praktycznie żadnego dorobku artystycznego. Razem z moim przyjacielem stworzyliśmy sprawnie funkcjonującą ekipę filmową. Pokazywaliśmy nasze filmy na festiwalu 48HFP Poland, gdzie dwa razy z rzędu zdobywaliśmy nagrody. Obecnie pracuję nad filmem średniometrażowym, myślę o serialu i pełnym metrażu. Polski rynek się otwiera, jest popyt na scenariusze i pomysły; widzę w tym swoją szansę.

Jak sobie radzisz na planie „M jak miłość”?
Ten serial od lat cieszy się ogromną popularnością, wciąż ogląda go sześć milionów ludzi. Za tym sukcesem stoi codzienna, tytaniczna praca. Cieszę się, że mogę być częścią tej machiny i od środka obserwować jej funkcjonowanie.
Od pierwszego dnia zdjęciowego złapałem świetny kontakt z Dominiką Ostałowską (serialowa Marta – przyp. aut.). Czekam na więcej naszych wspólnych scen, bo dotychczas nie było ich wiele. Najczęściej na planie spotykam się z Anią Muchą (serialowa Magda – przyp. aut.) i Krystianem Wieczorkiem (serialowy Andrzej – przyp. aut.).

Masz mało scen z Dominiką Ostałowską, bo wasi bohaterowie są skonfliktowani?
Łukasz chce się usamodzielnić. Ponadto wpakował się w potworne tarapaty, w które nie chce mieszać swojej mamy. Ma naprawdę duży problem - zadłużył się u bandytów, którzy grożą jego najbliższym. Chodzi o znaczną kwotę pieniędzy. Łukasz, by ją zdobyć, posunie się do ekstremalnych czynów. Będzie okradał członków rodziny, paradoksalnie dla ich dobra, wyłudzał, oszukiwał i sprzedawał narkotyki. Przez niego do szpitala trafi Magda. Gdy prokurator dobierze się do mojego bohatera, resztę dni zdjęciowych mogę mieć w jednej lokalizacji – celi więziennej (śmiech).

Łukasza, w którego się wcielasz, przed tobą grał Adrian Żuchewicz. Czy odnosisz się do tego, jak kreował tę postać?
Przed laty w Łukasza wcielał się również mój przyjaciel, Franek Przybylski. Znamy się kilkanaście lat; w pewnym momencie spędzaliśmy ze sobą tyle czasu, że zachowywaliśmy się i wypowiadaliśmy niemal identycznie. To zabawne, że teraz gram tę samą postać, co on.
Od początku podchodzę do Łukasza jak do nowej postaci. Wrócił po latach i jest innym człowiekiem. Nikt do końca nie wie, czego tak naprawdę doświadczył i czego można się po nim spodziewać. Pojawił się nagle i w każdej chwili może zniknąć. Ta enigmatyczność inspiruje mnie do poszukiwania kolejnych odcieni mojego bohatera.

Skupiasz się wyłącznie na rozwoju artystycznym, czy masz czas na inne pasje?
Styczeń miałem przepełniony zdjęciami do „M jak miłość”, sześć razy wyszedłem na scenę w spektaklu „Metro”, a w lutym czeka mnie premiera kinowa filmu „Planeta singli 3”, który był kolejną niesamowitą aktorską przygodą. Zostaje mi niewiele czasu na inne pasje. W wolnej chwili oglądam filmy, robię zdjęcia, piszę scenariusz albo komponuję.

Komponujesz?
Tak, gram na klawiszach, trochę na bębnach i gitarze. Miałem kilka zespołów i skomponowałem ścieżkę dźwiękową do filmu dokumentalnego mojej siostry (Kamila Józefowicz – przyp. aut.). Jestem samoukiem, ale zawsze mogłem liczyć na wsparcie wybitnego kompozytora - Janusza Stokłosy. Nie lubiłem uczyć się klasyków, wolałem wymyślać własne melodie. Może to ignorancja z mojej strony, ale zawsze miałem taką potrzebę.

Ewidentnie lubisz chodzić własnymi ścieżkami.
Wygląda na to, że odziedziczyłem to po tacie (śmiech).

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA