TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Do tańca i do różańca - rozmowa Katarzyną Kwiatkowską

Do tańca i do różańca - rozmowa Katarzyną Kwiatkowską Data publikacji: 2018-10-22

Niedawno po raz pierwszy została mamą i - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - jej życie zawodowe nabrało rozpędu. Pracuje w kilku teatrach, na planie serialu „Stulecie winnych”, a Agata, siostra Artura Rogowskiego, którą zagra w „M jak miłość”, znajdzie się w centrum wydarzeń związanych z rodziną Mostowiaków.

Czego widzowie mogą się spodziewać po pani bohaterce z „M jak miłość”?
Mam skojarzenia, że to polska wersja doktor Quinn. Wszystkim pomaga, wszystkich wspiera. To kobieta do tańca i do różańca. Jestem pozytywnie zaskoczona, że moja postać ma duże poczcie humoru, dystans do rzeczywistości i jest przedsiębiorcza.  Wyzwoli się z toksycznego związku, po wielu latach wróci do Polski z Norwegii i weźmie życie w swoje ręce. Na oczach widzów stanie na nogi i poczuje, że zaczyna się nowe rozdanie. To ją będzie napędzało do działania i dawało spełnienie.
Rozmawiałam z koleżankami, które grają inne role w serialu i lepiej orientują się, co się dzieje w pozostałych wątkach. Podobno gram jedną z niewielu bohaterek, której aktywność zawodową będą mogli śledzić widzowie. Agata podejmie pracę w przychodni pediatrycznej w Lipnicy. Dzięki temu mogę budować tę postać zarówno przez pryzmat jej życia osobistego, jak i zawodowego. Bardzo mi się to podoba.

Z którymi bohaterami serialu będzie powiązany wątek Agaty?
Najwięcej zdjęć mam z Małgosią Pieńkowską (Maria - przyp. aut.) i Robertem Moskwą (Artur - przyp. aut.), czyli moim serialowym bratem, ale poznałam w zasadzie wszystkich aktorów, którzy grają główne role. Moja bohaterka wleci w epicentrum Mostowiaków, w pierwszych scenach pojawi się na spotkaniu rodzinnym, gdzie okaże się, że prawie wszystkich zna sprzed lat. 

Ma pani dobry fundament do zbudowania ciekawej postaci.
Ta przygoda dopiero się zaczęła, nie miałam nawet piętnastu dni zdjęciowych. Trudno powiedzieć, jak ten wątek będzie się rozwijał. Nie mam zbyt dużej praktyki z serialami, zwłaszcza tymi, gdzie scenariusz tworzy się na bieżąco. Dostaję dopiero co napisane scenariusze i jestem ciekawa, co wydarzy się w kolejnych odcinkach.
Aha, jest jeszcze wspaniała historia związana z pracą na planie „M jak miłość”. Dość długo poszukiwany był aktor, który zagra mężczyznę życia mojej bohaterki. Ostatecznie do tej roli został wybrany Marcin Janos Krawczyk. To niesamowity zbieg okoliczności. Wiele lat nie mieliśmy okazji się widywać, bo obydwoje byliśmy zapracowani, a dawno, dawno temu (w 2003 roku - przyp. aut.) poznaliśmy się podczas prób do sztuki „Najwięcej samobójstw zdarza się w niedzielę”, który był wystawiany w Teatrze Powszechnym w Radomiu. W obsadzie byliśmy tylko my, spędziliśmy ze sobą mnóstwo czasu, świetnie nam się pracowało i bardzo się polubiliśmy. A teraz zagramy parę w „M jak miłość”! Wielkie szczęście i radość.

Czy spotkała już pani na planie pana Marcina?
Tak, mieliśmy już pierwsze sceny, w których na siebie zalotnie patrzymy, gonimy się i spotykamy w lesie (śmiech). Marcin zagra Maćka, dzielnego strażaka i miłośnika czworonogów. W serialu będzie występował jego pies Jordi, wspaniały Golden retriever. Epizod w „M jak miłość” zagra także córka Marcina, która przyjechała z nim na plan. Gdy zaginęła gdzieś statystka, kierownik planu poprosił, żeby ją zastąpiła. Śmiejemy się, że za chwilę przywiezie na zdjęcia żonę, drugie dziecko, rodziców i teściów.

Czyli z aklimatyzacją na planie nie miała pani problemów?
Nie będę ukrywała, że gdy pierwszy raz jechałam na zdjęcia do serialu, który powstaje od osiemnastu lat, miałam pewne obawy. Wyobrażałam sobie, że po takim czasie niektóre osoby z ekipy mogą być znużone, ale okazało się, że atmosfera jest bardzo dobra. W serialu jest rotacja, aktorzy się zmieniają, co zbawiennie wpływa na klimat. Praca przebiega sprawnie, dużo się śmiejemy, co mnie bardzo cieszy. Jak do tej pory jest  przyjemnie i profesjonalnie. 

Pracuje pani na planie „M jak miłość” i serialu „Stulecie winnych”, a do tego od niedawna jest pani mamą. Ma pani jakieś urządzenie do rozciągania czasu?
W ogóle nie spotykam się ze znajomymi, jesteśmy wyłącznie w kontakcie telefonicznym. W tym roku miałam tylko tydzień wakacji, więc w zasadzie nie wypoczęłam. Tak to jest w naszym aktorskim życiu, że mamy albo nadmiar pracy, albo totalny niedosyt i jęczymy w obydwu przypadkach. Przy czym jęczenie z nadmiaru jest o wiele przyjemniejsze, niż jęczenie z niedosytu. Nie ma co się nade mną litować. Jestem bardzo zapracowana, bo do tego sporo gram w teatrze, ale szczęśliwa.

W kilku teatrach.
Występuję na deskach warszawskich teatrów Kamienica, Capitol, Komedia, Polonia i WARSawy, a niedługo zastąpię Sonię Bohosiewicz w spektaklu „Miłość w Saybrook” Woody’ego Allena w Teatrze 6. piętro. Pierwszy raz na scenie pojawię się w styczniu przyszłego roku.

Mam wrażenie, że w końcu nadszedł pani czas. Dostaje pani propozycje aktorskie, na jakie pani zasługuje. Pracuje pani zdecydowanie więcej, niż kiedyś.
Nie mam pojęcia, jak to się wszystko układa. W każdym razie, gdy urodziłam córeczkę, sytuacją z pracą zrobiła się bajkowa. Może to zbieg okoliczności, a może -  jak mówi wiele koleżanek - pojawienie się dziecka na świecie w magiczny sposób nakręca karuzelę zawodową. Z drugiej strony rzadko bywam w domu, ale - na szczęście - mam wspaniałą mamę, która bardzo mnie wspiera. Pomaga nam również niania i dajemy radę.

Może to kwestia przemiany, jaką przechodzi kobieta po urodzeniu dziecka?     
Nie odnoszę wrażenia, że się diametralnie zmieniłam. Na pewno inaczej organizuję życie i mam inne priorytety. Jest dobrze, oby tak dalej.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA